Mity o psychiatrii

W Polsce, w Poznaniu, w tych wszystkich miejscach, gdzie spotykam się z pacjentami, wciąż kojarzy się psychiatrę z leczeniem schizofrenii i różnych odmian psychozy. Psychiatria to nie tylko leczenie ciężkich zaburzeń. To pomoc w objawach depresji, nerwicy, nawracających stanów lękowych, natręctw, bezsenności. To czasem rozmowa jak poradzić sobie z przeciwnościami losu, nadmiernym stresem. Czasem oprócz rozmowy i leczenia potrzebna jest informacja gdzie można uzyskać pomoc. Tak jest w przypadku ofiar przemocy, uzależnienia od alkoholu, środków odurzających i współuzależnienia. Problem dotyczy głównie kobiet – bitych, gwałconych, poniżanych, ale nie tylko. Trudno jest wyjść z zaklętego kręgu bezradności i lęku, ale to jest możliwe.

Wiem, że niełatwo jest podjąć decyzję by sięgnąć po pomoc psychiatry lub psychologa. Oczekujemy sami od siebie siły, często nadludzkiej by uporać się z długotrwałym smutkiem, lękiem, bezsennością, natręctwami. Często myślimy, że przyznanie się do cierpienia jest oznaką słabości, kiedy tak naprawdę wymaga przecież wielkiej cywilnej odwagi. Zdarza mi się spotykać osoby, które wolą myśleć, że sobie „nie radzą” i za to się obwiniać niż uznać, że chorują na depresję. Na szczęście to się powoli zmienia. Coraz częściej sięgamy po fachową poradę i decydujemy się wyjść z zaklętego kręgu zamiast zaciskać zęby, raniąc siebie, a czasem najbliższych.

Cieszę się też, że coraz częściej choroby takie jak schizofrenia lub otępienia leczone są wcześnie, co wiąże się ze znacznie lepszym rokowaniem na przyszłość. Ogromnie lubię swój zawód, lubię dzielić się moją wiedzą fachową, którą zdobywałam w Polsce i za granicą. Staram się by moi pacjenci współdecydowali o leczeniu, by rozumieli też co im dolega i jak będzie przebiegał proces leczenia. Ale najbardziej lubię ten moment, gdy wiem, że nie jestem już potrzebna, a człowiek, który przyszedł do mnie po poradę lub leki sam wie jak sobie radzić dalej.